VIII. Artyleria - pomocnica

W okresie wojen gabinetowych artyleria stopniowo zyskiwała na znaczeniu i wszechstronności, ostatecznie przekształcając się z nieomal rzemieślniczego cechu w hierarchiczną organizację wojskową. Rozpoczęto pierwsze eksperymentalne badania balistyczne spożytkowując ich wnioski w praktyce. Praktyczne umiejętności dawnych puszkarzy, pilnie strzegących swym zawodowych tajemnic, wyprzedzały teoretyczną refleksję, teraz artylerzyści nabywali odpowiednie umiejętności kształceni w utrzymywanych przez monarchów instytutach. Produkcja i utrzymanie zapasów uzbrojenia oraz amunicji artyleryjskiej wiązało się z tak wielkimi wydatkami, że zdolność do ich zorganizowania w wielkiej skali mogła, obok budowy twierdz, uchodzić za swoisty test wydolności systemu wojskowego. W toku reform przeprowadzanych w poszczególnych państwach w XVIII stuleciu dyktowany przez logistykę proces ujednolicenia sprzętu gładkolufowej artylerii polowej dobiegł właściwie końca, wyłaniając kilka charakterystycznych, najczęściej używanych typów, z których każdy reprezentowany był przez działa kilku kalibrów (w Prusach brązowe 3-, 6-, 12- i 24-funtowe armaty, z tym że 6- i 12-funtówki wciąż jeszcze w kilku podgatunkach o zróżnicowanej długości luf, ponadto 10 i 18-funtowe haubice).

1 >> Zasadniczym typem działa polowego pozostawała armata z lufą o długości kilkunastu do dwudziestu kilku kalibrów. Na ogół grubość ścianek lufy i wielkość ładunków miotających (przyjęło się, że wystarcza ładunek prochu o masie 1/2-1/3 pocisku – taki też stosowano w gotowych nabojach) dobierano w ten sposób, by żelazna kula wystrzelona z poziomo ustawionej lufy upadała odległości rzędu 0,5-1 km (zależnie od wagomiaru działa) od jej wylotu. Zważywszy na marny skuteczny zasięg ręcznej broni palnej podobna donośność wystarczała na polu bitwy aż nadto, problemem było jednak nie dosięgnięcie celu lecz trafienie weń. 2 >> „Strzałem rdzennym” (cel mniej więcej na osi lufy) można było tego dokonać jedynie na mniejszych dystansach. Stawał się on opłacalny (w sensie relacji ilości trafień do wystrzelonej amunicji) dopiero przy rażeniu większych a zwłaszcza głębszych formacji (rozrzut trafień w głąb był większy od rozrzutu na boki), tyle że o podobne cele akurat przy linearnym ustawieniu wojsk zwykle nie było łatwo. Optymalnym rozwiązaniem był tutaj ostrzał wrażego szyku ze skrzydła, tak by na torze lotu pocisku znalazło się jak najwięcej potencjalnych celów, okazja do niego nadarzała się jednak jeszcze rzadziej. Na większe dystanse, często przenoszące 1 km, trzeba było strzelać stosując większy kąt podniesienia działa (w przypadku armat nie więcej niż 15º), posługując się do celowania specjalną ramką osadzaną na dennej części lufy - rozrzut trafień był w tym przypadku tak znaczny, że miało to sens właściwie tylko w przypadku rażenia dużych celów powierzchniowych. W równym terenie, najlepiej na łagodnie opadającym zboczu, można było stosować rykoszetowanie – w tym przypadku pocisk opadając na grunt koziołkował następnie niczym kamyk odbijający się od tafli wody przy puszczaniu kaczek, rosło więc prawdopodobieństwo, że przy którymś z coraz krótszych skoków przeleci przez wrogi szyk – zadowalające rezultaty osiągano tutaj już na dystansach ponad 1 km. 3 >> Najskuteczniej jednak można było zwalczać żywe cele na odległość niewiele większą od zasięgu ognia karabinowego (do 300-400 m), używając do tego celu kartaczy, czyli puszek wypełnionych żelaznymi bądź ołowianymi lotkami, wzgl. nieco większych rozmiarów żelaznych kulek sklejonych przy pomocy smoły w grona – po opuszczeniu lufy poszczególne pociski wypadały z puszki lub ulegały rozklejeniu tworząc grad rażący cały sektor szyku wroga.

4 >> W połowie XVIII w. rosnący udział w wyposażeniu artylerii polowej miały działa stromotorowe, czyli w tym przypadku  haubice miotające pociski przy kątach podniesienia do mniej więcej 40º (w praktyce ok. 20º), bo moździerzy w polu zazwyczaj nie używano, rezerwując dla nich role w oblężeniu i obronie twierdz. Zasadniczym typem wystrzeliwanej z nich amunicji był granat, czyli wydrążona żelazna kula wypełniona prochem i zaopatrzona w prymitywny zapalnik czasowy. W porównaniu do zwykłej kuli oddziaływanie wybuchu i odłamków znacznie zwiększało jej promień rażenia, jednak była to amunicja jeszcze mniej dokładna (najdrobniejsze różnice w grubości ścianek pocisku sprawiały, że przekręcał się on w locie zmieniając zarazem tor), toteż preferowano jej użycie zwłaszcza na większe dystanse, gdy precyzyjnie strzelać i tak było nie sposób.
Granaty miały w porównaniu do pełnolanych kul o analogicznej średnicy mniejszą masę, a przy strzelaniu stromym torem nadmierna prędkość początkowa pocisku raczej przeszkadzała niż pomagała artylerzystom, stąd używali do niego zredukowanych ładunków miotających. Wszystko to sprawiało, że działa stromotorowe mogły się zadowolić krótszymi lufami i cechowała je bardzo korzystna relacja ich własnej masy do ciężaru miotanych przez nie pocisków (armata polowa ważyła zwykle, zależnie od długości, 100-150 razy tyle ile jej pocisk, analogicznego kalibru haubica czasami dwa razy mniej), a co za tym idzie, łatwiej je było w polu przemieszczać. Zalety wydrążonej amunicji sprawiały, że czasami uznawano za korzystne również jej wystrzeliwanie niemal płaskim torem, na podobieństwo kul armatnich, wytwarzając w tym celu jeszcze jedną kategorię dział o nieco dłuższych od haubic za to cienkościennych lufach – granatniki. Poza tym z obu typów dział można było równie skutecznie co z armat wystrzeliwać kartacze.

5 >> Specyficzne przewagi dział stromotorowych przemawiały zwłaszcza do Rosjan, którzy nie tylko zaopatrzyli swą armię w „jednorogi” (właściwie specyficzne granatniki) kilku kalibrów, używane na wszystkich szczeblach, zarówno w kawalerii jak i w piechocie, często nie tylko jako dodatek lecz wręcz zamiennik za armaty, ale do tego w specjalne „sekretne haubice” o owalnym przekroju lufy. Generalnie jednak działa stromotorowe nie były tak uniwersalne jak armaty, stąd zazwyczaj stanowiły do tychże jedynie dodatek, użyteczny wprawdzie lecz nie konieczny.
Mimo jej liczebnego wzrostu, artyleria pozostawała bronią pomocniczą, działa zestawiano wprawdzie doraźnie w baterie, czasami nawet po kilkadziesiąt sztuk w jednej, ale stałej organizacji taktycznej w zasadzie nie tworzono. Formowane przez Rosjan z baterii dział kilku typów brygady, wciąż jeszcze zresztą o bardzo różnorodnym składzie, były wyjątkiem, podobnie jak formacje specjalne, w rodzaju pruskiej artylerii konnej, której nieliczne działa z natury rzeczy zawsze tworzyły jedną baterię. Z czasem rutyną stało się przydzielanie baterii ciężkich dział o mniej więcej stałym składzie (w Prusach 10 12-funtówek) każdej brygadzie piechoty, nigdzie jednak nie tworzono głównych rezerw artyleryjskich podobnych do znanych z okresu napoleońskiego.    
6 >> W obronie rozmieszczenie artylerii nie przedstawiało na ogół problemu, nawet średnio biegły oficer kierując się ogólnymi regułami mógł dla niej znaleźć korzystne stanowiska – ogólnie starano się lokować działa na wzniesieniach i dzielić je na baterie, które mogły współdziałać pokrywając wybrany odcinek przedpola krzyżowym ostrzałem. Oba wymagania wynikały wprost z technicznych możliwości sprzętu - dominowały w nim armaty przeznaczone zasadniczo do wystrzeliwania płaskim torem żelaznych kul. W natarciu zagadnienie użycia artylerii komplikowało się. Problemem był nie tylko wybór właściwych stanowisk, które umożliwiałyby jej bezpieczne i skuteczne wzięcie pod ostrzał wybranych fragmentów szyku przeciwnika, ale i takich, które pozwalały przygotować i wesprzeć  natarcia własnej piechoty i kawalerii nie przeszkadzając im zarazem w działaniach, nareszcie samo przemieszczanie sprzętu artyleryjskiego w miarę postępów tych broni.

7 >> Podwiezienie dział na wybraną pozycję i ich odprzodkowanie było przedsięwzięciem czasochłonnym nawet na otwartej równinie, przy stabilnym gruncie i suchej pogodzie. Najczęściej zatem manewr ciężkiej artylerii ograniczał się do umieszczenia dział na wybranych stanowiskach, których w toku walki już nie zmieniały, czasami na skróceniu dystansu dzielącego je od celów - wielokonne zaprzęgi były zbyt eksponowanym i czułym celem, by pakować się z nimi pod lufy armat wroga. Lżejszy sprzęt można było przemieszczać przy użyciu zredukowanych do jednego czy dwóch koni zaprzęgów wspomaganych przez ludzi, jednak w przypadku cięższych dział było to niemożliwe, stąd w polu rzadko używano armat miotających pociski o masie przekraczającej 12 funtów. Ograniczenia te nie dotyczyły natomiast haubic, których lżejsze odmiany Fryderyk miał nawet później, wzorem Rosjan, włączyć do artylerii pułkowej




Copyright © Bitwa pod Kunowicami | 2008 - 2012


Powered by Joomla!®. Designed by: top free web hosting vps servers Valid XHTML and CSS.