VI. Piechota - broń zasadnicza

Na przestrzeni trzech stuleci poprzedzających bitwę pod Kunowicami uzbrojenie i organizacja tego podstawowego i najbardziej uniwersalnego rodzaju broni kilkakrotnie ulegała zmianie. Na polach bitew głębokie czworoboki formowane czasami przez kilka tysięcy ludzi, wyposażonych głównie w broń drzewcową (piki, halabardy) ustąpiły miejsca najpierw mniejszym i płytszym (10, później 6 szeregów), za to liczniejszym prostokątom, które w połowie, a wkrótce już w większości, składały się ze strzelców i ustawiane bywały zazwyczaj w kunsztowną szachownicę, by mogły się skuteczniej nawzajem wspierać.

 

Strzelec, który pierwotnie był głównie harcownikiem wyrzucanym przed potężną batalię a następnie bronił jej przed uzbrojoną w broń palną kawalerią, której ta zbyt mało ruchliwa masa nie mogła skutecznie odpowiedzieć, nawiązywał teraz, podtrzymywał i rozstrzygał walkę. Pikinier, uprzednio główna siła uderzeniowa, spadł do rangi przeszkody zapewniającej mu osłonę, tyle że już nie przed ogniem, lecz uderzeniem kawalerii. Ten był żołnierzem droższym, wymagał dłuższego szkolenia, a do tego w przeciwieństwie do strzelca można było go sensownie użyć właściwie jedynie na polu bitwy - w garnizonie i na posterunkach w zupełności wystarczali muszkieterzy.

 

1 >> Gdy pod koniec XVII w. wszedł do użycia bagnet, w zwartym szyku wystarczający, by odstraszyć wrogie konie, oraz prosta w obsłudze flinta z zamkiem skałkowym pozwalająca przyspieszyć tempo ostrzału (z 1 do ok. 2, maksymalnie 3 strzałów w ciągu minuty) zupełnie zrezygnowano z pikinierów, przechodząc zarazem do ustawiania strzelców w długie i płytkie (3-4 szeregi) linie, w celu jednoczesnego wykorzystania jak największej liczby karabinów. Jednocześnie zarzucono strzelanie kolejnymi szeregami na rzecz oddawania salw przez całe pododdziały.

 

Już wcześniej dominacja broni palnej prowadziła do stopniowego spłycania formacji i ustawiania oddziałów w coraz mniejszych odstępach. Teraz szyk przybrał postać kilku mniej więcej równoległych i, pomijając przerwy dla działek piechoty, niemal ciągłych linii oddziałów, ustawionych kilkaset kroków jedna za drugą. Główną troską zmuszonego operować nim dowódcy było utrzymanie jego ciągłości i strzeżenie flank (często zamykano je wyborowymi oddziałami, tak że cała formacja piechoty przypominała ramkę o bardzo krótkich bocznych ścianach). Jego przemieszczanie w szczególnie trudnym, pociętym czy zalesionym terenie było prawie nie wykonalne, stąd armii pragnącej uniknąć walki nietrudno było znaleźć pozycje, do których nikt nie ważył się przypuścić ataku.

2  >> Dla łatwiejszego kierowania całą tą „deską” dzielono ją na sektory podporządkowane osobnym dowódcom – brygady. Wcześniej terminem tym określano sposób uszykowania wyodrębniający najmniejszą zdolną do samodzielnego działania jednostkę taktyczną, z czasem złożoną z kilku pomniejszych cegiełek (kilka eskadronów, batalionów czy pułków) zdolnych sobie udzielić wsparcia. Teraz był to po prostu odcinek długiego węża w postaci kilku batalionów ustawionych zwykle w dwa płytkie rzuty najwyżej trzy rzuty. 3 >> O ustawieniu oddziałów w zawczasu zaplanowanym szyku (ordre de bataille) rozstrzygał zwykle skomplikowany porządek ich rang – za najzaszczytniejsze uchodziło tutaj zajęcie miejsca na prawym skrzydle.

4 >> Podstawową jednostką administracyjną piechoty pozostawał pułk w składzie kilku do kilkunastu kompanii, dzielony już na stałe na jednostki taktyczne - dwa, rzadziej trzy bataliony, każdy w sile kilkuset ludzi. Powszechnie przyjęło się nazywać strzelca wyposażonego w nową broń z francuska fizylierem, jednak gdzieniegdzie (w Prusach i Rosji) po staremu zwano go muszkieterem. W Prusach fizylierskimi nazywano początkowo jedynie nowo formowane pułki ustawiane w drugiej linii szyku. 5 >> W XVII w. w każdej kompani piechoty wybierano kilku silnych fizycznie i odważnych ludzi, których zadaniem było rzucanie ręcznych granatów – zwano ich grenadierami. Później poczęto formować w pułkach z tych wyborowych żołnierzy osobne kompanie, w końcu wydzielając je z nich przed bitwą  i zestawiając w osobne bataliony, używane do szczególnie trudnych zadań. Król Prus zwykł umieszczać je w 6 >> awangardzie czyli straży przedniej, w marszu wyprzedzającej armię a na polu bitwy ustawianej przezeń często przed wybranym do uderzenia skrzydłem szyku piechoty dla nadania pierwszemu natarciu jak największej mocy.

 

7 >> Generalnie starcia piechoty wyładowywały się niemal wyłącznie w wymianie ognia. W przeciwieństwie do kolumn płytkie linie nie miały w sobie "hydraulicznej" dynamiki, wynikającej z nacisku tylnych szeregów, za którego sprawą pierwsze były dosłownie wpychane w piekło walki na najbliższą odległość. Tak więc „atak na bagnety” wykonywany przez trzyszeregową linię z reguły nie oznaczał starcia wręcz z wszystkimi jego konsekwencjami, lecz po prostu zmuszenie podziurawionego i pomieszanego ogniem karabinowym przeciwnika do odejścia z jakiegoś miejsca. Wygrywał lepiej uporządkowany i zdyscyplinowany.

8 >> W natarciu podstawowym problemem było skłonienie żołnierzy do zbliżenia się do przeciwnika na tyle, by ich ogień był skuteczny. Król Prus eksperymentował w tej dziedzinie: wychodząc z założenia, że salwa i następujące po niej ładowanie karabinów jedynie przedłuża okres przebywania w strefie zagrożenia, próbował zmusić własną piechotę do płynnego wejścia z bronią na ramieniu w strefę walki, zniesienie salwy przeciwnika, oddanie własnej i natychmiastowe uderzenie na bagnety w celu wyzyskania powstałego za jej sprawą w jego szeregach nieładu. W końcu przyznał jednak rację zwolennikom ognia, nakazując otwierać go już z dystansu 300 kroków (9 >> ok. 225 m – maksymalną skuteczną donośność gładko lufowej flinty szacowano na 300 m, w warunkach ćwiczebnych w tarczę 30 x 2 m - odpowiadającą mniej więcej rozmiarami frontowi plutonu piechoty - połowa pocisków jednej salwy trafiała na dystansach poniżej 100 m, oczywiście w warunkach bojowych osiągano zdecydowanie słabsze wyniki).

 

By stojąc w szyku nieprzerwanie podtrzymać ostrzał bawiono się czasami ogniem plutonowym (w pruskiej armii batalion, zupełnie niezależnie od jego administracyjnego podziału na 5 kompanii, dzielono w szyku na 4 dywizjony po 2 plutony, te ostatnie strzelały kolejno np. w kolejności nr 1, 8, 2, 7, 3, 6, 4, 5, później prostszym 1, 3, 5, 7, 2, 4, 6, 8) – Prusacy ćwiczyli nawet technikę jednoczesnego przemieszczania formacji prowadzących ogień plutonowy (w minimalnym tempie, stawiając stopę za stopą), jednak tak kunsztowna procedura łatwo przeradzała się w chaotyczną strzelaninę, której w ogólnym huku nie sposób było już opanować, stąd preferowano raczej oddawanie salw większymi jednostkami (dywizjonami), tym bardziej, że przy minimalnej celności ówczesnych karabinów (właściwie nie można było z nich trafić w żaden punktowy cel, nawet z dystansu kilkudziesięciu metrów, stąd strzelano wyłącznie salwami, by obrzucić przeciwnika naraz deszczem grudek ołowiu), zauważalne efekty dawało jedynie wystrzelenie większej liczby pocisków. W praktyce regułą były proste salwy całych batalionów - wychodzono z założenia, że kilkunastu ludzi, którzy padną jednocześnie, szybciej powstrzyma przeciwnika, niż nawet ich większa liczba lecz padających kolejno.

Obok rytmicznego ładowania i strzelania uczono żołnierzy równie rytmicznego maszerowania bez utraty ciągłości linii. Dopiero te dwa elementy zsynchronizowane w rytmie podawanym batalionowi muzyków (doboszy i trębaczy), tworzyły bitewny balet. Generalnie, w całkowitej zgodzie z mechanicystycznymi wyobrażeniami o ludzkiej naturze charakterystycznymi dla tej epoki, sprowadzano żołnierzy piechoty do rangi automatów. Jeden z ówczesnych znamienitych dowódców, Maurycy Saski, był zdania że trzeba "odebrać im wszelką wolę, doprowadzić ich do prawdziwie niewolniczego posłuszeństwa, aby zmienić opornych ludzi w maszyny, ożywiane jedynie głosem oficerów". Wszystko, czego zdolna była dokonać pruska piechota, było produktem długotrwałego treningu - niekończącej się musztry, strachu przed karą i bezpośredniej groźby ze strony stojących za plecami szeregowców i zaopatrzonych w broń drzewcową podoficerów. Funkcja oficerów była nieco inna. Mieli swym ludziom dawać przykład zimnej krwi i brawury, wręcz bagatelizując objawy przebywania w strefie śmiertelnego zagrożenia. Oczywiście teoretycznie to na nich spoczywało również kierowanie całym szykiem, jednak sama jego mechanika sprawiała, że w praktyce mieli tutaj zwykle niewiele do powiedzenia, nadzorując jedynie poszczególne cegiełki w długich liniach piechoty i egzekwując wykonanie identycznych z sąsiadami czynności.

BRAK  jednoróg

10 >> Siłę ognia piechoty zwiększała sekundująca jej w walce organiczna artyleria "pułkowa" wzgl. "batalionowa". Zwykle były to pary lekkich armatek (3-6 funtów) przydzielane do każdego batalionu - ustawiano je w wąskich przerwach między oddziałami a w miarę postępów natarcia piechoty obsługi podtaczały je do przodu przy użyciu lin lub dyszli. Ich najważniejszym zadaniem było wsparcie własnej piechoty kartaczami, z założenia więc powinny były działać na stosunkowo niewielkie dystanse (kilkaset kroków) – czasami już w zasięgu ognia karabinowego. 11 >> W rosyjskiej armii organiczna artyleria pułków mogła być rozbudowana nawet do kilkunastu działek, własną artylerią dysponowały również niektóre jednostki kawalerii a obok lekkich armat w jej skład włączano również lżejsze odmiany "jednorogów" (rosyjski odpowiednik granatnika; patrz niżej o artylerii) – w bitwie rozwijano ją zwykle na skrzydłach lub przed frontem oddziałów, a jeśli był czas na przygotowania, w oszańcowaniach.

12 >> Uszykowanie i elementarna taktyka piechoty w armii pruskiej i austriackiej były zbliżone, tyle że Prusacy ustawiali się w trzy, a Austriacy w cztery szeregi. Ogólnie oceniano jednak, że Prusacy są lepiej wymusztrowani i wprawniejsi w trudnej sztuce natarcia w szyku. Dodajmy, że w wielu armiach aż do wojen śląskich codzienna musztra wydawała się przesadą i dopiero sukcesy Fryderyka II sprawiły, że poczęto ich w tej dziedzinie naśladować – długo przecież zachowywali wynikłą z metodycznego treningu przewagę.

 

13 >> Obu znacznie ustępowała wyszkoleniem piechota rosyjska, która w zwartym szyku mogła głównie stać, bo choć zdolna była również z zapałem natrzeć, w zapale tym łatwo gubiła porządek. Trzeba przyznać przecież, że poczyniono w tej dziedzinie w czasie wojny pewne postępy. Poza tym rosyjscy żołnierze zdawali się przejawiać szczególnie dużą odporność na trudy i fenomenalną  zdolność do trwania w szyku pod ostrzałem artylerii, a choć zmuszeni byli znosić głód i wyrzeczenia, niemal nie dezerterowali - w zupełnie obcym im kraju, nie znając języka, nie mieliby szans na zyskanie poza armią jakiegokolwiek oparcia. Można ich było zatem czasami używać elastyczniej bez obawy, że wykorzystają nadarzające się okazje do ucieczki.

BRAK coś z rosyjskiej piechoty (Przeździecki)

Podobnie jak Austriacy Rosjanie zwykli ustawiać swą piechotę nieco głębiej od Prusaków (zazwyczaj w 4 szeregi), poza tym bezpośrednio za jej linią umieszczali grupki rezerwowe - prawdopodobnie ich zadaniem było nie tyle uzupełnianie wyrw we własnej linii co pilnowanie, by ludzie z niej nie uciekali, analogicznie do pruskich podoficerów, choć w nieco większej skali. Rosjanie eksperymentowali też poszukując nowych form organizacyjnych. W skład "korpusu obserwacyjnego" wchodziły 4-batalionowe "legiony" - pod względem administracyjnym odpowiedniki pułków, zaś taktycznym brygad.




Copyright © Bitwa pod Kunowicami | 2008 - 2012


Powered by Joomla!®. Designed by: top free web hosting vps servers Valid XHTML and CSS.