III. Wojenna machina Prus

 

Elektor Fryderyk Wilhelm, zwany Wielkim Elektorem

Nowożytne państwo zrodziła wojna. Uczestnicy wojny 30-letniej otrzymali dotkliwą lekcję na temat realnych podstaw władzy politycznej, pośród których najważniejszą była armia. Wielcy kondotierzy w rodzaju Wallensteina bywali niebezpieczni - zbyt często próbowali zdobyć sławę lub co gorsza pozycję suwerennego władcy kosztem swych mocodawców. Każdy kto chciał uniknąć improwizowania armii w chwili wybuchu wojny i korzystania z usług najemników, musiał utrzymywać przynajmniej jej namiastkę również w okresie pokoju. Opłacenie, ubranie i uzbrojenie choćby i skadrowanej armii, która tworzyłaby ramy dla dodatkowo werbowanych na okres działań wojennych żołnierzy, wymagało stworzenia stałej bazy finansowej i oszczędnego gospodarowania środkami, a zatem wyłączenia prywatnych pośredników i zastąpienia ich swoimi sługami. Tak oto potrzeba nadzoru nad wydajnym zagospodarowaniem dostępnych zasobów zrodziła biurokratyczną machinę państwa. Była to przecież inwestycja bardzo opłacalna - dysponując armią można było zyskać sobie respekt poddanych, skłonić ich do regularnego płacenia podatków, w ostateczności zastraszyć ich i rozbroić, w końcu zdobywając monopol na stosowanie przemocy. Jeśli ktokolwiek wątpił w skuteczność tej polityki,  to sukcesy Ludwika XIV je rozwiały, a co ambitniejsze niemieckie książątka szybko zaczęły potężnego króla Francji naśladować. Należał do nich również elektor brandenburski Fryderyk Wilhelm zwany Wielkim - właściwy twórca podwalin pruskiego państwa. Jeszcze w dzieciństwie odebrał gorzką lekcję na temat wojskowych i pieniężnych podstaw suwerenności władcy. W okresie wojny 30-letniej jego ojciec próbował lawirować między wielkimi potentatami, lecz nie uchroniło to większości jego ziem przed regularnym wyjadaniem i pustoszeniem przez obce wojska, a utrzymanie własnego jego możliwości przekraczało. Wielki Elektor, choć uporządkował zarząd swymi finansami i pozbył się większości długów ojca, nadal był zbyt biedny, by stale utrzymywać dużą armię, dość sprytny przecież, by lawirując między potęgami otrzymywać od nich subsydia, za których sprawą mógł się uniezależnić od dobrej woli swych krnąbrnych poddanych, by następnie uczynić ich przy pomocy tejże samej armii powolnymi mu we wszystkim sługami.

 

Fryderyk Wilhelm I

Król Prus Fryderyk Wilhelm I okazał się godnym uczniem dziadka, z czasem doprowadzając militaryzację państwa do granic absurdu, jak stwierdzą jego krytycy, lub perfekcji, jak zapewne uznają piewcy jego chwały. W XVIII stuleciu bezpośrednie wydatki wojskowe największych potęg pochłaniały zwykle (naturalnie w okresie pokoju) około połowy ich budżetów, nie uwzględniając wydatków na infrastrukturę (budowę dróg, kanałów, portów, magazynów), które zawsze miały podtekst wojskowy. Władca Prus nie dysponował porównywalnymi zasobami, stąd by choć w części dorównać wielkim graczom wydawał na wojsko w końcu 80% swego budżetu. U schyłku panowania rozporządzał 80-tysięcznym wojskiem, to znaczy, że jeden żołnierz przypadał na mniej więcej 27 jego cywilnych poddanych. Odsetek wojskowych w ówczesnej Francji, Rosji czy Austrii oscylował zwykle w granicach jednej setnej. By to osiągnąć Fryderyk Wilhelm I znacznie powiększył majątek panującego domu (domenę) by następnie samemu się wywłaszczyć, czyniąc z niej integralną część dóbr państwa, uprościł i usprawnił pobór podatków, scentralizował i zracjonalizował zarząd dochodami z obu wspomnianych źródeł, ustalił zasady poboru rekruta i pokojowego utrzymania armii. By stworzyć ukochanemu wojsku odpowiednie materialne zaplecze, uczynił z Berlina zbrojeniowe centrum - gwarancja zbytu stymulowała rozwój wielkich manufaktur fabrykujących karabiny, amunicję, umundurowanie... krótko mówiąc wszystko, co było potrzebne jego żołnierzom, przy czym wzrost skali zamówień dawał tym zakładom dodatkowy bodziec do racjonalizacji produkcji. Z racji wpływu, jaki wywierała korona na życie gospodarcze dzięki swej finansowej potędze,  utrzymywanym przez nią systemowi składów i armii konsumentów, nie będzie wielką przesadą twierdzić, że udało mu sie stworzyć nieomalże gospodarkę planową, przyznać jednak wypadnie zarazem, że w przeciwieństwie do eksperymentów, które upadły w końcu ubiegłego stulecia, porządek ustanowiony przez Fryderyka Wilhelma I rzeczywiście funkcjonował, a wojsko stało się w końcu jednym z filarów gospodarczego rozwoju i względnego dobrobytu jego ziem. Poza tym król był paradoksalnie chyba najbardziej pokojowo nastawionym europejskim monarchą tego czasu – wysłanie armii w pole zakłóciłoby wszak jedynie funkcjonowanie tak dobrze przezeń uregulowanego zegarka. Zdawał sobie przecież sprawę, że użycie wojska może się okazać nieuniknione i świadom nieuniknionego wzrostu wydatków w okresie konfliktu zbrojnego, zgromadził na jego poczet wielomilionowy skarb. W tym przypadku wyłączony z obiegu pieniądz nie rodził kolejnych, jednak w pełni odpowiadało kameralistycznym wyobrażeniom o funkcjonowaniu gospodarki, w których ramach odkładanie pieniędzy do pończochy nie było inwestycją chybioną. W oczach dobrego protestanta każda forma ciułania zasługiwała na pochwałę.
Na starość Fryderyk Wilhelm I począł nieco dziecinnieć, coraz częściej bawiąc się swym wojskiem niczym ołowianymi żołnierzykami. Dopiero jego następca miał z tego narzędzia uczynić praktyczny użytek, a zrobił to tak skutecznie, że wprawił w osłupienie całą Europę.




Copyright © Bitwa pod Kunowicami | 2008 - 2012


Powered by Joomla!®. Designed by: top free web hosting vps servers Valid XHTML and CSS.